Powieść o ... .

autor: Therese Anne Fowler
tytuł: Powieść o Zeldzie Fitzgerald
wydawnictwo: Amber
ilość stron: 416






Nie byłoby emocji, gdyby nie małżeństwo Filtzgeraldów. Ta oto publikacja wpadła w moje ręce przez zwykły przypadek i sprawiła, że poczułam wszystkie z możliwych emocji. Od początkowego spokojnego poczytywania zatraciłam się w przeszłości, która była udziałem autora Wielkiego Gatsby'ego i jego żony Zeldy. Zawładnęli moimi uczuciami do tego stopnia, że nie mogłam odłożyć lektury na później.


Czy jest jeszcze ktoś kto nie słyszał o Wielkim Gatsby'm i nie czytał jednego z najbardziej popularnych utworów literatury klasycznej? Ja nie znam jakich osobników. Gatsby'ego mam już dawno za sobą, ale muszę przyznać, iż nigdy nie było mi po drodze z poznaniem bliżej Fitzgeralda, a nie wspomnę już o jego małżonce, które była dla mnie totalnym anonimem. "Powieść o ... " stała się pierwszym źródłem informacji o najsławniejszej z par Ameryki szalonych lat 20-tych. I chociaż powieść to nie najlepszy sposób na poznanie autentycznych postaci, muszę przyznać, że sprawiła, iż poczułam się zaintrygowana i skłonna pójść dalej w celu odkrycia co jest tu prawdą, a co blefem. 


O czym zatem opowiada książka T. A. Fowler??? 

Jest to klasyczna opowieść o życiu żony sławnego mężczyzny. Zeldę Sayre poznajemy w roku 1918 jako beztroską siedemnastolatkę, która wpada w sidła miłości, której obiektem staje się nieco od niej starszy młodzieniec bez pieniędzy i posady mający jednak coś co imponuje niejednej kobiecie: prezencję oraz marzenia o byciu sławnym pisarzem. W oczach ojca Zeldy, człowieka o wielkiej powadze i starodawnych podejściu do życia, piastującego odpowiedzialny urząd sędziego, Scott nie jest trafnym materiałem na towarzysza życia. Jednak dziewczyna stawia na swoim i w 1920 roku wychodzi za mąż. Rozpoczyna się nowy okres w jej dotychczasowo prostym i monotonnym życiu. Czas zaczyna wypełniać ciągłe imprezowanie. Alkohol leje się strugami. Na horyzoncie wciąż pojawiają się nowi bogaci i szalenie ciekawi znajomi. Butiki oferują piękne suknie i futra, a solony fryzjerskie to dla Zeldy codzienny rytuał. Ma wszystko dzięki determinacji męża. Jednak wkrótce okazuje się, że jest to życie ponad stan, a sukcesy Scotta nie są aż tak wielkie jak to sobie wymarzył. Gdy pojawia się córeczka dom Fitzgeraldów wcale się nie zmienia. Nie ma w nim stabilności i tak zwanej "normalności", którą zastąpiła wieczna zabawa, a z czasem pijackie ekscesy pisarza, który wciąż ma mało: mało rozrywek, mało sławy, mało pieniędzy. Ofiarą jego nałogu staje się Zelga. Tłamszona przez najbliższego jej sercu człowieka czuje się niedoceniana. Pisze, rysuje, maluje, ale wszystko co robi jest pod kontrolą. Zawsze czuje na sobie oddech mistrza, który wszystko wie, wszystko potrafi, nad wszystkim czuwa, choć sam nie potrafi poradzić sobie z własnymi demonami   i chorą ambicją. 

Znajomość Scotta z Ernestem Hemingway'em staje się jeszcze jednym powodem podłamania kruchej już psychiki Zeldy. Obsesja "Wielkiego Gatsby'ego" na punkcie przyjaciela nie ma granic. Wydaje się być ważniejszy od żony i córki. Wkrótce Zelda staje się obiektem bezpośredniej agresji słownej. Wyrzuty czynione jej przez "wielkiego artystę", który utrzymuje ją nie dostając nic w zamian, stają się pobudką jej poważnych zaburzeń psychicznych, co ma swój finał w klinice dla umysłowo chorych. 

Opowieść zatrzymuje się na śmierci F. S. Fitzgeralda w roku 1940. 

 

Postacie??? To ludzie silnie, wyraźnie zarysowani. Zarówno Scott, jak i Zelda nie są papierowymi lalkami stworzonymi na potrzeby słabej opowiastki o burzliwym życiu małżeństwa artystów, które trwoni czas na hulanki swawole. Ich egzystencja wynika z tego jacy są i odwrotnie: to życie wpływa na ich dalsze kształtowanie. Oboje silni, uzdolnieni, idący przez życie przebojem. Jednak ta swego rodzaju "siła" zwycięża u Pana Fitzgeralda. Zagubiony         w sidłach alkoholu ma moc dominować, manipulować zakochaną kobietą. Zelda traci ostatnią nadzieję w chwili, gdy okazuje się, że jej córeczka staje się asem w podłej grze zwanej szantażem emocjonalnym.

 

Czas spędzony "w towarzystwie" tej książki należy do chwil niezwykle intensywnych. Wkręciłam się w historię tak bardzo jak tylko można. Poruszenie, ekscytacja, a nawet kilka łez. Prawdziwe życie potrafi najbardziej wzruszyć, nawet wówczas gdy ubarwi je pióro pisarza. 

 

Zwolenników gatunku zachęcam do przeczytania, a tych którzy książkę już znają do podzielenia się własnymi odczuciami.

 



1 komentarz:

Miłka Kołakowska pisze...

Rzadko sięgam po podobne publikacje, choć często jestem ich naprawdę ciekawa. Może kiedyś się skuszę, ta intensywność bardzo kusi. Pozdrawiam! :)